czwartek, 29 stycznia 2015

Mama pracująca za swoim maluchem bardzo tęskniąca...


Ja i mój blog.
To ostatnio nie idzie ze sobą w parze. Nigdy nie mam czasu albo inaczej mówiąc energii na napisanie czegoś sensownego.
A jak już mam pomysł to komputer wyłączony albo już leżę w łóżku J

Dzisiejszy post będzie o moim powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim.


Jak każdy z nas wie wszystko co dobre szybko się kończy. Ja i tak bardzo się cieszę, że mogłam być ze swoim synkiem w domu cale 10 miesięcy. Nie każdy pracujący w UK ma taka szanse.



Ale zacznę od początku.
Moje macierzyńskie rozpoczęło się z dniem 13 marca 2014 jak mieliśmy fałszywy alarm z Filipkiem. Był to przedostatni dzień mojej pracy, ale okazał się ostatnim.
Dokładnie dwa tygdonei później tuliłam swoje Male Słoneczko.
I tak mijały tygodnie, miesiące. Niby zwykła rutyna: śniadanie, spacer, obiad, spacer i wieczorem jak było ładnie to tez spacerowaliśmy. Gdy dni zaczęły się robić krótsze, a wieczory chłodniejsze to przeważnie był jeden długaśny spacer. Ale mam nadzieje, że jak tylko przyjdzie wiosna to wrócimy do naszych wędrówek J
I tak minęły nam razem 43 tygodnie. I mama od poniedziałku wróciła do pracy.
Pierwsza popołudniowa zmiana była jak męczarnia. Pierwsze godziny ciągnęły się w nieskończoność i tylko cały czas myślami byłam czy Filip nie płacze, czy wszystko w pozadku.
Ale przecież on jest z moim bratem a swoim ukochanym wujkiem. Przecież wujek nie widzi poza nim świata i nie pozwoliłby, aby maluch płakał.
Po prawie dwóch godzinach w drzwiach recepcji staje Filipowy tata, wujek i on sam. Zaspany że ledwo patrzy na oczka…. Tak, tak Filipek był tak zmęczony całym popołudniem bez drzemki, że po prostu zdecydował się zasnąć u wujka.
Przyznam się, kamień spadł mi z serca jak go zobaczyłam. Zero łez, zero jakiegokolwiek smutnego grymasu. Mój synek poradził sobie bez mamy i jestem z niego bardzo dumna.

Tak oto mój synek usypiał a wujek sobie domalowywał różne rzeczy do niego :)

Dziś jakoś naszły mnie myśli ze nie wiem czy nie tracę za dużo. Czy aby na pewno ten czas co jestem w pracy nie jest tym czasem który powinnam spędzić w domu z Filipem? Ale pewna Ania uświadomiła mi że nasi rodzice jak my byliśmy mali również pracowali, również mieli obowiązki w domu (pranie, sprzątanie, gotowanie itp.), a jednak zawsze znaleźli czas, aby się z nami pobawić, poczytać książkę czy pójść na spacer. To dzięki nim wyrośliśmy na takich ludzi, jakimi jesteśmy na chwile obecną.

Jestem twarda, dam rade i pokaże ze nawet to, że dwa razy tygodniu nie przytulę synka na dobranoc nie zrujnuje tej więzi, która nas łączy. Jestem i będę dobrą mamą, która będzie miała czas na wszystko. Na spacer, na zabawę i na poleżenie razem na łóżku J