wtorek, 9 czerwca 2015

Perlux, czyste pranie drogie Panie :)

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie po tak długaśnej przerwie. Trochę się u nas działo, niezupełnie tak jakbym tego chciała i czasu było brak na wszystko. Ale nie o tym dziś Wam chcę powiedzieć :)

Jak już zapewne niektórzy z Was wiedzą załapałam się do kampanii PEREŁEK piorących #Perlux.

Oczywiście nie ominęło mnie kilka problemów min. mijałam się z panem Kurierem przez dobrych kilka dni :) aż w końcu moja paczka dotarła w moje ręce :)
Byłam mile zaskoczona tym co znajdowało się w środku, nie tylko były tam próbki dla znajomych, sąsiadów czy nowo poznanych mam, ale również były dwa opakowania tych "PEREŁEK" dla mnie :)

Oczywiście dużo nie myśląc włączyłam pranie. No któż by inny jak nie ja ma je pierwszy przetestować. W trakcie prania ciekawość mnie zżerała, czy się pienią, jak będzie pachniało pranie, no i chyba najważniejsze czy są skuteczne.
Po ponad półtora godzinnym praniu otworzyłam drzwiczki pralki i od razu poczułam świeży zapach, delikatny nie za mocny, wyjęłam pierwszą rzecz bluzeczkę mojego synka która była w plamach po marchewce, które niejedna mama wie że ciężko się spierają. Patrzę, szukam aż chciałam iść po lupę żeby się przekonać że ich tam na prawdę nie ma :)
Taka mała PEREŁKA a potrafi tak wiele.

Oczywiście jak tylko wywiesiłam pranie przekazałam informacje sąsiadce że jest coś co rozwiąże nasze problemy i zmagania się z płynem i proszkiem do prania. Nie ukrywam, ale ja do tej pory kupowałam proszek do prania i płyn do prania w osobnych opakowaniach i za każdym razem używałam obu gdy włączałam pranie. Od dziś już wiem, że mój problem został rozwiązany jak i również zaoszczędzę na tym pieniądze. Kupując #Perlux mam wszystko czego potrzebuje w jednej PEREŁCE, już nie muszę się martwić czy dałam wystarczającą ilość proszku czy płynu do prania, ktoś już to zrobił za mnie :).

Z czystym sumieniem jak i moim praniem polecam Wam #Perlux Super Perełki piorące :)



środa, 4 marca 2015

Ostatnio przeglądając internet można znaleźć dużo ciekawych jak i nieciekawych stron.
Ja ostatnio natknęłam się na nową jak dla mnie strunkę Testmetoo. Z miłą chęcią zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią i możne akurat to właśnie Ty będziesz testował nowe produkty :)
<a href="https://testmetoo.com/dolacz-do-nas/?s=Friends&k=6&token=63563c1da3e241f334698b4487a83848"><img alt="TestMeToo - dołącz do nas" style="border: 0; outline: 0;" src="https://testmetoo.com/images/banner1.png"></a>

czwartek, 29 stycznia 2015

Mama pracująca za swoim maluchem bardzo tęskniąca...


Ja i mój blog.
To ostatnio nie idzie ze sobą w parze. Nigdy nie mam czasu albo inaczej mówiąc energii na napisanie czegoś sensownego.
A jak już mam pomysł to komputer wyłączony albo już leżę w łóżku J

Dzisiejszy post będzie o moim powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim.


Jak każdy z nas wie wszystko co dobre szybko się kończy. Ja i tak bardzo się cieszę, że mogłam być ze swoim synkiem w domu cale 10 miesięcy. Nie każdy pracujący w UK ma taka szanse.



Ale zacznę od początku.
Moje macierzyńskie rozpoczęło się z dniem 13 marca 2014 jak mieliśmy fałszywy alarm z Filipkiem. Był to przedostatni dzień mojej pracy, ale okazał się ostatnim.
Dokładnie dwa tygdonei później tuliłam swoje Male Słoneczko.
I tak mijały tygodnie, miesiące. Niby zwykła rutyna: śniadanie, spacer, obiad, spacer i wieczorem jak było ładnie to tez spacerowaliśmy. Gdy dni zaczęły się robić krótsze, a wieczory chłodniejsze to przeważnie był jeden długaśny spacer. Ale mam nadzieje, że jak tylko przyjdzie wiosna to wrócimy do naszych wędrówek J
I tak minęły nam razem 43 tygodnie. I mama od poniedziałku wróciła do pracy.
Pierwsza popołudniowa zmiana była jak męczarnia. Pierwsze godziny ciągnęły się w nieskończoność i tylko cały czas myślami byłam czy Filip nie płacze, czy wszystko w pozadku.
Ale przecież on jest z moim bratem a swoim ukochanym wujkiem. Przecież wujek nie widzi poza nim świata i nie pozwoliłby, aby maluch płakał.
Po prawie dwóch godzinach w drzwiach recepcji staje Filipowy tata, wujek i on sam. Zaspany że ledwo patrzy na oczka…. Tak, tak Filipek był tak zmęczony całym popołudniem bez drzemki, że po prostu zdecydował się zasnąć u wujka.
Przyznam się, kamień spadł mi z serca jak go zobaczyłam. Zero łez, zero jakiegokolwiek smutnego grymasu. Mój synek poradził sobie bez mamy i jestem z niego bardzo dumna.

Tak oto mój synek usypiał a wujek sobie domalowywał różne rzeczy do niego :)

Dziś jakoś naszły mnie myśli ze nie wiem czy nie tracę za dużo. Czy aby na pewno ten czas co jestem w pracy nie jest tym czasem który powinnam spędzić w domu z Filipem? Ale pewna Ania uświadomiła mi że nasi rodzice jak my byliśmy mali również pracowali, również mieli obowiązki w domu (pranie, sprzątanie, gotowanie itp.), a jednak zawsze znaleźli czas, aby się z nami pobawić, poczytać książkę czy pójść na spacer. To dzięki nim wyrośliśmy na takich ludzi, jakimi jesteśmy na chwile obecną.

Jestem twarda, dam rade i pokaże ze nawet to, że dwa razy tygodniu nie przytulę synka na dobranoc nie zrujnuje tej więzi, która nas łączy. Jestem i będę dobrą mamą, która będzie miała czas na wszystko. Na spacer, na zabawę i na poleżenie razem na łóżku J