wtorek, 18 listopada 2014

Poza domem....

Do kogo nie zajrzę na blog lub fp, każdy już pisze o prezentach, świętach.
Zaczynamy się w tym powoli zatracać.


Do świąt pozostało 35 dni. To powinny być dni na które czekamy, bo spędzimy ten jeden jedyny dzień w roku z Bliskimi.

Chciałabym Wam opowiedzieć jak bardzo święta potrafią być inne, bez rodziny. Jak to jest, jak się jest 1600 kilometrów od domu, jak to jest łamać się opłatkiem przez Skype, a czasem tylko przez telefon.

Od 8 lat jak już wiecie mieszkam w Wielkiej Brytanii. Przyjechaliśmy żeby zarobić na własne marzenia…


Nasze pierwsze święta na których nie mogliśmy być z bliskimi były w 2006 roku. Internetu wtedy stałego nie mieliśmy, więc nawet nie było jak porozmawiać z bliskimi w ciszy nie mówiąc już o zobaczeniu ich.
Na te święta zostaliśmy zaproszeni do znajomych. Nikt w ten dzień nie chce być sam.
Pamiętam jak przygotowywaliśmy potrawy, każdy miał przydzielone co miał ze sobą przynieść. Przed samym wyjściem zadzwoniliśmy do rodziców. Chcieliśmy złożyć życzenia, przez chwile poczuć się jakbyśmy tam byli z nimi. Nie ważne że płakało się do słuchawki z tęsknoty za domem, każdy z Polaków tu z nami mieszkających miał to samo. Kryzys świąt…
Śmiesznie trochę wyglądała nasza wspólna wigilia. Znaliśmy się kilka miesięcy, co można życzyć takiej osobie. Oczywiście zdrowia, miłości, zadowolenia z pracy itp. Ale tak na prawdę to samemu człowiek nie wie co powiedzieć.
Na takiej wigilii nie ma klimatu. Nie ważne ze stół ugina się od jedzenia, ze gdzieś tam w tle lecą kolędy. To nie to samo. Tutaj musisz pokazać, że jesteś twardy, że nie brakuje ci domu, bliskich, bo i tak po świętach pojedziesz na urlop i się z nimi zobaczysz. Musisz pokazać, że właśnie ci nowi ludzie których tu poznałeś są twoja nowa rodzina. My jakoś nie potrafiliśmy się przestawić…

Po pierwszej wigilii poza domem postanowiliśmy, że na następną na pewno już będziemy z rodzicami.


Tak było, tylko że w ciągu 8 lat na święta byliśmy może 4 razy wliczając ten rok. W tym roku nie musimy się martwic o urlop na święta, gdyż jestem na macierzyńskim i nie muszę się nikogo o nic prosić. Ale za rok, jeśli tu jeszcze będziemy już teraz wiem, że mogę o świętach w domu zapomnieć.

W tym roku mamy dwie wigilie do obskoczenia. Najpierw jedziemy do rodziców Filipowego taty, następnie jedziemy do mojej mamy i tam zostajemy aż do drugiego dnia świąt. W drugi dzień jedziemy do drugich dziadków niech się nacieszą wnuczkiem.
To będą nasze pierwsze święta z naszym kochanym synkiem. Chciałabym żeby były bajeczne.
Nie zależy mi na prezentach, to są rzeczy materialne. Chciałabym, aby te święta były rodzinne, ciepłe, bez zmartwień, problemów… aby nie zabrakło nam refleksji nad nami samymi i zwyczajnego zatrzymania się na chwile. Każdy z nas gdzieś cały czas biegnie, nie widzi że życie nam ucieka miedzy palcami.
Może watro stanąć i pomyśleć czy warto???

2 komentarze:

  1. Wcale Wam nie zazdroszcze Swiat poza domem... super,że teraz się uda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie rozumiem ludzi ktorzy na swieta wyjeżdżają na wycieczki. Chyba jestem inny rocznik ale tak zostałam nauczona ze tl sa rodzinne swieta ;) juz nie moge sie doczekac ;)

      Usuń